You are currently viewing Dzików, lato i jesień 1806 roku w pamiętnikach hrabiny Walerii Tarnowskiej

Dzików, lato i jesień 1806 roku w pamiętnikach hrabiny Walerii Tarnowskiej

image001

Waleria Tarnowska powróciła do Dzikowa latem 1806 roku. Od czasu narodzin syna, w sierpniu 1805 roku aż do tej pory, przebywała w pałacu swojego ojca w Horochowie na Ukrainie. Ich podróż do Dzikowa trwała 4 dni. 31 maja o 5 rano opuścili Horochów, i przez Sokal, Poryck, Szczebrzeszyn, Zaklików, Trześń 4 czerwca dotarli, nie bez problemów (poniosły konie z powozu Jana Feliksa i ten ledwo uszedł z życiem) do Dzikowa. Hrabina wspomina także trudne przeprawy przez San – największa kareta utknęła w rzece i o mało nie została porwana przez nurt. Na szczęście wszyscy pasażerowie czekali bezpiecznie na brzegu. W Dzikowie zostali przywitani serdecznie przez rodziców Jana Feliksa, hrabinę Rozalię i hrabiego Jana Jacka. Starsi państwo na progu udzielili młodym, a szczególnie ich synowi – 10-miesięcznemu Jasiowi – błogosławieństwa. Mały Jaś zawitał do nich po raz pierwszy w swym życiu, a wiele lat później będzie panem na Zamku Dzikowskim i wspaniałym gospodarzem tych ziem.

Rytm życia w Dzikowie

zegar

Zamkowy zegar słoneczny

Dni w Dzikowie płyną monotonnie, trzeba poddać się ich rytmowi. Hrabina Waleria wstaje o 5 lub 6 rano. Wychodzi do ogrodu. Tam często się modli. Pisze, że najbardziej lubi się modlić, gdy jest otoczona naturą. Potem dołączają do niej „Mama” (Teściowa Rozalia) i mąż Jan Feliks. Razem jedzą śniadanie. Następnie schodzą na spacer za zamek, nad stawik, by karmić łabędzie przywiezione z Horochowa. Kolejne dwie godziny Waleria uczy się rysunku pod okiem włoskiego malarza Domenico Del Frate, następnie idzie się przebrać i wchodzi „na salony”, o 12 jedzą wspólny obiad. Potem ona pracuje nad kanwami, Mama haftuje a panna do towarzystwa czyta im na głos. O 5 popołudniu wychodzą znów na spacer, wieczorem czytają Voltera, Rousseu, Racina itp. i około godziny 9 każdy udaje się do siebie. „Dziś jak jutro, wczoraj jak dziś, nic nigdy się nie zmienia”. Zdaje się, że ten rytm dnia, tak bardzo surowo przestrzegany w zamku nuży z początku młodą hrabinę. W domu ojca miała dużo więcej swobody.

Zamek w Dzikowie widok od strony północnej

Zamek w Dzikowie - widok od strony północnej

Relacje z teściami w Dzikowie

Teściowa Walerii, hrabina Rozalia, okazuje się z początku ostrą i despotyczną starszą panią. Umie się prawdziwie obrazić o nic. Jej humory, choć szybko mijają, są dla Walerii bardzo przykre. Dziewczyna niestety musi też być na każde zawołanie teściowej. W lipcu na szczęście młodzi zamieszkali w bardzo lubianym przez Walerię dworku w Trześni. „Nareszcie wolność! Jak dobrze mieć swój własny kąt” – zawoła hrabina w swoim dzienniku.

W dniu 4 września 1806 roku (imieniny Rozalii) hrabina Waleria pisała tak. „Ten dzień jest już i tak wystarczająco dla mnie smutny (zmarła córeczka hrabiny miała na imię Rozalia) a tu jeszcze do tego smutków ciąg dalszy. Scipionowie nie przyjadą na Mamy imieniny. Mama się obraziła. Znów humory. Jest w takim stanie, że nie można z nią rozmawiać rozsądnie. Papa się tym trapi. I my też. Dom wywrócony do góry nogami. Specjalnie wstrzymaliśmy pocztę, żeby nie zabierała listów niemożliwych do wysłania! Daliśmy Mamie czas do namysłu. Musi przecież zmienić zdanie. Musi wybaczyć”.

15 września. „Dziś po obiedzie Mama znów mnie obrażała bez powodu. Milczałam, ale popsuło mi to humor. Było mi tak przykro, że odeszłam do siebie wcześniej niż zwykle. A Mama do mnie zeszła i widząc, że mi niezręcznie, natychmiast mnie przepytała, co mi jest. Odpowiedziałam jej szczerze, że swoim zachowaniem sprawiła mi przykrość. Biedna Mama nie spodziewała się tego, zapomniała już całkowicie tamte nieprzyjemne chwile i zezłościła się na mnie jeszcze raz dowodząc, że jestem niesprawiedliwa, jeśli wierzę, że ona może być na mnie zła. Było mi smutno, że ją zasmuciłam i chciałam ją za wszelką cenę ułagodzić. Więc przerwałam jej te nasze wyjaśnienia i jak gdyby nigdy nic zmieniłam temat, wypowiadając to wielce interesujące zdanie: „Proszę spojrzeć Madame jaką mamy piękną pełnię księżyca, jutro będzie ładna pogoda”. Jestem wdzięczna, że Wincent i Maria powstrzymali wybuch śmiechu. Mnie do śmiechu nie było, ale w każdym innym momencie śmiałabym się z tego setnie. Boże spraw, żeby Mama złościła się nieco rzadziej”.

Starszy pan Tarnowski wydaje się być człowiekiem opanowanym i łagodnym. Jesienią skończy 78 lat. Rzadko opuszcza już Dzików. Ostatni raz odbył podróż, gdy młodzi byli w Trześni i świętowano tam pierwsze urodziny małego Kazia. Teraz również po pięciu latach wybrał się tam ponownie. Tym razem na urodziny małego Jasia. Niestety podróż tą zniósł już dużo gorzej. Wrócił do Dzikowa nadwątlony. Mama uspokajała młodych, że to nie przez ten wyjazd. To wiadomość o podniesieniu podatków – które podwyższono do kwot trudnych do spłacania, a wręcz niemożliwych –tak załamała staruszka. Teść bardzo lubi Walerię i lubi z nią rozmawiać. Wyznał jej, że marzy, aby pojechać jeszcze do Horochowa, do rodziców Walerii, by móc im osobiście podziękować, za taką córkę. „Oczywiście oboje wiemy, że takiej podróży już nie odbędzie, ale wzruszył mnie tym wyzwaniem bardzo i rozczulił”.

Mały Jaś po raz pierwszy w Dzikowie

6 czerwca – Hrabina Waleria zaniosła małego Jasia do Kościoła Dominikanów, by jego babcia Rozalia mogła go ofiarować „Bogu i Dziewicy”.Tak zrobił mój ojciec – mówi starsza pani Tarnowska – z moim pierworodnym”. Młoda hrabina, która straciła już dwójkę dzieci była bardzo wdzięczna teściowej za ten gest: „Ona zasługuje bardziej niż ja, na bycie wysłuchaną przez Boga” – pisała później Waleria o Teściowej. Byli też w krypcie przy grobach dzieci, co przywróciło hrabinie bolesne wspomnienia o śmierci Kazia i Rozalii. Wrócił strach o tego najmniejszego potomka. Jaś zbliża się powoli do wieku, w którym zmarli Kazio i Rozalka (15 i 17 miesięcy) wiec młoda hrabina wręcz panicznie się lęka. Niezmiennie jednak oddaje dziecko Bogu, zawierza, prosi o opiekę, niemal codziennie bez ustanku na każdej karcie pamiętnika błaga, by Bóg zachował Jasia. Z resztą cała rodzina się o to modli. W Dzikowie Jaś miał drugi chrzest, a jego rodzice każdego 20. dnia miesiąca, w rocznicę jego urodzin, spowiadają się i przystępują do komunii w jego intencji. To dziecko jest tak omodlone, że nic dziwnego, iż w dorosłości było uważane wręcz za święte.

Kapliza zamkowa

Kaplica zamkowa

24 czerwca 1806 – Imieniny Jana. Miłe spotkanie rodzinne przed zamkiem. Mały Jaś dostał od dziadka elegancką uprząż na konia, a od ojca złocone strzemiona. „Kiedy ja go zapytałam, co chce dostać ode mnie, wspiął się na kolana i złapał moją pierś, pokazując, że jest głodny”!

Pobyt z Jasiem w kaplicy zamkowej hrabina wspomina tak:. „Klęczałam trzymając go w ramionach i ofiarując go Bogu. Byliśmy tuż przy sarkofagu moich zmarłych dzieci. Złote litery na czarnym marmurze przykuły jego uwagę. Spodobały mu się i pokazywał mi je paluszkiem. Chciał się bawić. Serce mi pękało. Podniosłam się z przejęciem, ale i z ufnością. Boże, który mi dałeś tego syna, w Tobie moja nadzieja”.

„20 września. Jaś kończy 13 miesięcy. Nie było nigdzie mszy, więc wyszłam na mój malutki balkon zamkowy, z którego roztacza się widok na Sandomierz i łączyłam się z mszą z katedry. Nie ma nic bardziej uroczego od mszy odbytej w naturze, w samotności. A do tego, kiedy modlę się za Jasia to modlę się całym sercem”.

Dobroczynność w Dzikowie

Hrabina Waleria, w późniejszych latach była znana z pomagania biednym, zwłaszcza dzieciom. Oboje z mężem, przez wzgląd na ich zmarłe maleństwa, wzięli pod opiekę kilkanaścioro sierot. W początkowym okresie przebywania w Dzikowe również nie byli obojętni na losy potrzebujących. Hrabina wspomina na przykład, że stajenny Jana Feliksa, młody i przystojny chłopiec kochał mocno jedną z wiejskich dziewcząt – Zosię. Nie mogli się jednak pobrać, bo ani on ani ona nie mieli z czego żyć. Byli za biedni. Wieści o tym doszły do zamku. „Wezwaliśmy ich jednego ranka – pisze hrabina – i każde z nas dało im po 150 ft. Z naszych oszczędności. Będą mieli, za co kupić krowę, świnię, owcę i zacząć prowadzić gospodarstwo. – Och jacyż byli szczęśliwi. Ojciec panienki płakał z radości, ja również. Jakże niewiele tym ludziom potrzeba do szczęścia I tego „niewiele” również im często brakuje, a jest zaledwie cząstką zbytków, w jakich żyją bogaci. Niech będzie przeklęty obrzydły luksus, który sprawia, że robimy tak mało dobra”.

Hrabina pisze również, że dowiedziała się o wielkiej krzywdzie i wzięła pod swoją opiekę 9-miesięczną dziewczynkę z Kajmowa, nieślubne, porzucone dziecko. Bez pomocy hrabiny, życie to najpewniej prędko by zgasło w biedzie i opuszczeniu. Waleria opisuje spotkanie z dziewczynką, jak się z nią bawiła i śmiała. Będzie małej wypłacać comiesięczną pensję i zatrudniła do niej „dobre piastunki”. Zainteresowała się też w tym czasie niepełnosprawnym małym chłopcem z Trześni, również sierotą. Znalazła i opłaciła, lekarza, który go zoperował i czuwał nad jego powrotem do zdrowia. „Chłopiec zaczął chodzić” – zachwycała się hrabia. Również on pozostawał już pod jej opieką. Kończąc wpis, młoda hrabina przytacza znany wszystkim cytat: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych maluczkich, mnieście uczynili”.

Romanse w Dzikowie

Domenico Del Frate, malarz i nauczyciel hrabiny Walerii, który został zatrudniony przez państwa Tarnowskich (malował plafony w Horochowie oraz portrety rodziny w Dzikowie) zdecydował ostatecznie, że w październiku wraca do Włoch. Hrabina pisze, że jest jej bardzo przykro. To oznacza, że nie będzie miał jej kto uczyć rysunku. Widząc jej rozczarowanie, dale Frate zwierza się, że zakochał się w pannie do towarzystwa hrabiny Rozalii. Dziewczyna ma na imię Marcia i jej status pozwalałby na takie małżeństwo. Wtedy del Frate skorzystałby z propozycji pana Czackiego, by przyjąć posadę nauczyciela rysunku w Krzemieńcu. Ale panna zadziera nosa i kręci głową na taki mariaż. „Sama nie wie, co traci” – mówi Waleria, a del Frate wyjeżdża ze złamanym sercem pozostawiając hrabinę bez nauczyciela rysunku. „Dziś żałuję del Frate, ale przepuszczam, że Marcie będę bardziej współczuła, …w przyszłości”.

Podział majątku w Dzikowie

Jesienią hrabina czeka niecierpliwie na wizytę swego ojca, Waleriana Stroynowskiego. Został on zaproszony do Dzikowa, aby pomóc z formalnościami związanymi z podziałem majątku. Starsi państwo Tarnowscy zaufali Walerianowi Stroynowskiemu i jego doświadczeniu w tych sprawach.

Walerian Stroynowski

 „Trześń i Wielowieś pójdą dla nas. Dzików dostaje Michał, ale dał słowo, że nam go sceduje, a my daliśmy nasze, że oddamy mu za to Dębę. On ją bardziej kocha. Ja natomiast kocham Dzików, kocham to domostwo, kościół, i nie będąc ogrodnikiem, kocham również ten park i ogród – ulubione miejsca Mamy. Być może Scipionowie, którzy zawsze chcieli, żeby Dzików sprzedać, licząc po cichu na zawrotną sumę, będą mieli nam to za złe, że wszystko dokonało się bez nich. Byłoby mi przykro zwłaszcza dlatego, że to mój ojciec został zaangażowany w całą sprawę. Nie mamy jednak sobie nic do zarzucenia. Jaś [Jan Feliks, mąż hrabiny, jeden ze spadkobierców] podchodził to wszystkiego z nadzwyczajną obojętnością. Jego ojciec go podziwiał, a ja byłam z niego dumna”.